Od pierwszych dni, a właściwie nawet jeszcze przed otwarciem gabinetu wiele osób pytało mnie skąd nazwa i co właściwie ona oznacza. Rezyliencja – bo właśnie tak nazywa się mój gabinet, to w psychologii odporność psychiczna. To zdolność adaptacji do trudności, z którymi się mierzymy. To elastyczność dostosowania się do tego, co przynosi nam życie. A życie prócz radości i szczęścia obdarowuje nas stresem, lękiem i trudnościami. Rezyliencja jest tym, co sprawia, że potrafimy dostosować się do warunków panujących za oknem.
Gdyby obrazowo los człowieka przyrównać do pogody, która niesie za sobą czasem nieprzewidywalne prognozy i zaskakuje nas deszczem, śniegiem czy falą upałów, to rezyliencja byłaby kaloszami ubieranymi na deszcz, ciepłym szalem, którym opatulamy się, w mroźny śnieżny dzień i czapką bądź kapeluszem, które uchronią nas przed prażącym słońcem.
Rezyliencja jest cechą nabytą i wrodzoną – jest ziarnem, które już w życiu płodowym gotowe jest, by wykiełkować. Jest też cechą plastyczną, którą każdy z nas może rozwijać, a co idzie z plastycznością w parze – poziom rezyliencji każdy z nas ma inny. Co jednak pokrzepiające, każdy z nas w sobie rezyliencję ma, bo bez niej z życiem w trudnych chwilach, nie dałoby się zmierzyć. Rezyliencja pozwala nam stawiać czoła problemom i porażkom. Dobrze rozwinięta zapobiega zaburzeniom powiązanym ze stresem, takim jak depresja, czy lęk oraz ich nawrotom.

Rezyliencja to także zdolność do poprawy sprawności umysłowej i funkcjonowania w różnych obszarach życia. To właśnie od poziomu naszej rezyliencji zależą nasze interpretacje i reakcje na zaskakujące i stresujące wydarzenia. Rozwijanie rezyliencji służy każdemu. Sprzyja optymalnemu dobrostanowi – dzięki niej rozwijamy się umysłowo, społecznie, emocjonalnie i fizycznie i funkcjonujemy na wyższym poziomie, zwłaszcza w stresowych sytuacjach.
Osoby z wysoko rozwiniętą rezyliencją to osoby o wysokim poczuciu własnej wartości, racjonalnie myślące, optymistyczne, z poczuciem humoru, towarzyskie i potrafiące uzyskać w życiu równowagę pomiędzy pracą, rodzinną, życiem społecznym.
Ważne jest, aby pamiętać, że rezyliencja jest koncepcją elastyczną i względną. Nie ma charakteru „wszystko albo nic”, występuje w formie kontinuum. Każdy z nas jest do pewnego stopnia rezylientny, ale nikt nie jest rezylientny doskonale i we wszystkich okolicznościach. Rezyliencja nie oznacza też, że stajemy się całkowicie niepodatni na stres, zmartwienia, czy zranienia. Ona jest raczej o tym, jak radzimy sobie z tym stresem, zmartwieniami i zranieniami.
Rezyliencję odnajdziemy także w naszych wyborach, bo to właśnie decyzje i wybory, które służą naszemu dobrostanowi, wzmacniają i rozwijają rezyliencję. Zatem rezyliencja to na przykład aktywność fizyczna, która odżywia mózg i ciało. To warzywa i owoce, które dostarczają witamin do naszego organizmu. To dbanie o swoje zdrowie – ciepłe ubranie w zimny dzień i przewiewna odzież noszona latem. To odejście z pracy, która przyprawia nas o mdłości na samą myśl. To pozostanie w sobotni wieczór w domu, kiedy zapraszają nas na imprezę, na którą nie chcemy iść. Rezyliencja to zerwanie relacji z ludźmi toksycznymi ludźmi. To siedem godzin przespanych nocą. Rezyliencja jest efektem dbania o nasze ciało, intelekt czy duchowość. Kiedy troszczymy się o siebie i własne potrzeby, budujemy i gromadzimy zasoby, które pozwalają nam adaptować się do wymagań i przeszkód – a właśnie tę zdolność adaptacji zawiera się w definicji rezyliencji.
